Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 listopada 2014

Palcem po mapie: Warszawa, La Maison Gourmand, Chłodna 15

Jak pisałam na profilu na facebooku i w jednej z poprzednich notek, dzięki Marzenie z portalu Biuro-Kreacja dostałam możliwość wzięcia udziału z otwarciu restauracji La Maison Gourmand, która mieści się na warszawskiej Woli, przy ul.Chłodnej 15.
Dzień był piekielnie zimny (choć w zasadzie jak na październik to chyba nic dziwnego? ;)), ale na szczęście atmosfera i samo miejsce skutecznie go ociepliły i, przede wszystkim, osłodziły.

La Maison jest podzielona na parę stref - niedaleko wejścia jest lodówka z dużym wyborem lodów (polecam cytrynowe! pyszne! :)), dalej długa lada z wypiekami - zarówno tymi na słodko, jak i wytrawnymi. Idąc dalej, znajdziemy część restauracyjną z dużym barem z napojami i otwartą kuchnią.
Wnętrze urzekło mnie całkowicie. Eleganckie, ale cudowne. Każda ze stref restauracji urządzona jest trochę inaczej, ale mimo to widać tu spójność. Kolorowe fotele, ciekawe rysunki pod sufitem, ciekawe tabliczki z różnymi złotymi myślami. Cudo! Cudo, które może trochę rozpraszać, ale z drugiej strony na pewno zajmie wzrok w czasie oczekiwania na posiłki.
Jedzenie? Trudno to tak do końca określić. Wynika to z tego, że przy tego typu wydarzeniach są raczej zimne płyty plus dosłownie parę dań ciepłych. Na zimno królowały francuskie wędliny, sery, śledzie - i o ile trudno ocenić walory, o tyle na tym stanowisku widać było, że obsługa nie do końca się wyrabia. Walczyli dzielnie, ale był moment, kiedy talerze były raczej puste niż pełne. Inaczej z ciepłymi daniami, których były 3 - mini szaszłyki, zraziki i zupa dyniowa. Wszystkie 3 pozycje - bardzo smaczne.
I moja ulubiona część: wypieki i lody. Lodów mnóstwo, aż nie wiadomo na co się zdecydować. Mogę z czystym sumieniem polecić gałkę cytrynową! Na długich ladach wyłożone mnóstwo babeczek, trufli, ciastek i bez. Z babeczek wyborne były babeczki kawowe, ale większość z tych, które miałam okazję próbować były przepyszne! Tak samo jak croissanty, co sprawia, że na śniadanie będę musiała wybrać się tam obowiązkowo ;)

Rzeczą, która na otwarciu lekko kulała był brak miejsc siedzących. Owszem, było ich parę, ale na tę ilość ludzi, która była obecna, to zdecydowanie na mało. No ale okazja raczej niecodzienna, więc nie ma co wybrzydzać ;)

Jeśli chcecie przeczytać relację ze śniadania prasowego, które miało miejsce w La Maison - relację Roberta znajdziecie tutaj: KLIK.

La Maison Gourmand
Warszawa
ul. Chłodna 15
tel. 22 652 36 60
godziny otwarcia:
pon-nd 8.00-23.00

A ja zapraszam do krótkiej fotorelacji :)
I do zobaczenia w La Maison - bo ja zamierzam zawitać co najmniej jeszcze raz :)
 
 
Lody! :) 

sobota, 20 września 2014

Palcem po mapie: Kazimierz Dolny

Zaraz po Lublinie i Nałęczowie przyszedł czas na relację z naszego stołowania się w Kazimierzu Dolnym.

Swoją drogą nie wiem, jak to się stało, że dotąd żadne z nas w tym urokliwym miasteczku nie było!
Trafiliśmy na cudowną pogodę - wrześniowe 22-26 stopni, słoneczko i delikatny wiatr - cudnie, po prostu cudnie! A do tego obłędne jedzenie, którego mogliśmy popróbować dzięki przewodnictwu znajomych z którymi byliśmy i którzy nas po okolicznych restauracjach oprowadzili.

Restauracja u Fryzjera, Kazimierz Dolny, ul. Witkiewicza 2
http://restauracja-ufryzjera.pl/ 
Zdjęcie pochodzi ze strony http://restauracja-ufryzjera.pl/

Jak usłyszeliśmy pytanie "A byliście u Fryzjera?", to trochę zgłupieliśmy... U fryzjerów zdarza nam się bywać (choć ja szczerze nie znoszę tego przykrego rytuału!), ale... Na szczęście okazało się, że chodzi o restaurację, która mieści się niedaleko kazimierskiego Rynku.
Z tego, co usłyszeliśmy - knajpa mieści się w tym samym miejscu, gdzie do 31 grudnia 2012 roku działała "Knajpa u Fryzjera", która spłonęła. Niestety - nie mam pojęcia, jak wyglądała tam kuchnia kiedyś, natomiast to, co zastaliśmy naprawdę nam bardzo smakowało. Restauracja serwuje dania kuchni polskiej i żydowskiej.

PanMąż na przystawkę zamówił macę serową z sosem pomidorowo-paprykowym i oliwo-czosnkowym. Macę jadał robioną przez swoją prababcię, jednak to nie była taka sama maca jak ta podana u Fryzjera, jednak bardzo mu smakowała. Jedyna rzecz, której nie polecam, to sos oliwo-czosnkowy - miałam okazję go spróbować i miałam wrażenie, że 2 dni później nadal zionę czosnkiem.
 Zdjęcie pochodzi ze strony http://restauracja-ufryzjera.pl/

Ja na pierwsze danie zamówiłam zupę gulaszową. Była dobra, treściwa i pożywna, ale nadal jestem zdania, że najlepsza gulaszową na świecie robi moja Teściowa! I tego się będę trzymać ;)

Na danie główne zdecydowałam się (po dość długim wahaniu) na kreplach. Kreplach to smażone pierogi z wołowiny podawane ze smażonymi farfelkami (żydowskimi kluseczkami, trochę jak kluseczki kładzione) i marchewką na słodko. O ile marchewka i kluseczki nie powaliły mnie, o tyle pierogi były cudownie pyszne!

Zdjęcie pochodzi ze strony http://restauracja-ufryzjera.pl/

PanMąż delektował się udźcem jagnięcym jako daniem głównym. Udziec duszony był w pomidorowym sosie z papryką, cebulą, czosnkiem i podany z kaszą kus-kus na gorącej patelni. Smakował mu bardzo. Ja podjadłam mu troszeczkę - danie było dość ostre, ale moje kubki smakowe nie lubią nadmiaru ostrości, co zresztą bywało problematyczne, jak zamieszkaliśmy ze sobą ;)


Restauracja Kuchnia i Wino, Kazimierz Dolny, Pensjonat Vincent, ul. Krakowska 11
http://www.restauracjakuchniaiwino.pl/pl/ 

Byliśmy zadowoleni z kuchni U Fryzjera, że kolejnego dnia pobytu w Kazimierzu byliśmy skłonni iść tam również. Zostaliśmy jednak namówieni na zmianę planów i bardzo dobrze się stało!

Restauracja mieści się z Pensjonacie Vincent, przy małej, urokliwej uliczce Kazimierza.


 Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.restauracjakuchniaiwino.pl/pl/ 

Rzecz warta uwagi w przypadku tej restauracji - menu zostało ułożone przez zdobywcę pierwszej w Polsce gwiazdki Michelin - Wojciecha Modesta Amaro, który wyszkolił również kucharzzy restauracji.

Ja zrezygnowałam z przystawki/zupy. PanMąż zjadł zalewajkę z ziemniaków i pora, robioną na zakwasie, podawaną z uszkami z farszem z kapusty - zupę, którą pamiętam z dzieciństwa, zupę, którą robił mój Dziadek. Ja pamiętałam ją trochę inaczej niż to, co zostało podane, ale na szczęście Mąż był zadowolony. Była ona również ciekawie podana - na stół wjechał bowiem talerz z uszkami i dopiero przy stole został zalany zupą.

Jako danie główne zjedliśmy: ja zrazy z polędwicy wołowej z kopytkami z suszonymi grzybami, zielonym groszkiem i sosem z trawy żubrowej, a PanMąż jagnięcinę na musie śliwkowym z kopytkami na maśle palonym i puree dyniowym z imbirem. Oba dania dania były dobre (choć kopytka Męża były lepsze niż moje, mój sos był specyficzny, przez co ciężko mi opisać jego smak), ale najlepsza była kacza pierś na rabarbarze z chutneyem śliwkowym i galaretką malinowo - balsamiczną. Chyba wszyscy żałowali, że nie zamówili tej kaczki ;)
Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.restauracjakuchniaiwino.pl/pl/ 

Panowie jak zwykle namówili nas na deser - był nim mus waniliowy z pudrem porzeczkowym. Wydaje mi się, że spód musu był robiony m.in z czekolady i płatków owsianych, choć nie dam sobie ręki uciąć, a nie zapytałam. Niemniej - był całkiem dobry, a ciekawostką na pewno był owy puder :)
 
Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.restauracjakuchniaiwino.pl/pl/ 


Zielona Tawerna, Kazimierz Dolny, ul. Nadwiślańska 4

Cudownie magiczne miejsce! Gałęzie drzew wchodzą do pomieszczenia przez okno, wkoło zielono, zacisznie, po prostu cudnie! Nawet nie jestem w stanie tego opisać - atmosfera starego domku na wsi, sielsko - anielsko!

Moje placki ziemniaczane ze śmietaną na przystawkę dobre, choć jak to placki - w zasadzie nie ma się czym zachwycać. Za to tagliatelle z kurkami na danie główne - wyborne! Kurki super przyrządzone, makaron al dente - aż chciało się jeść! Kurki nie były mrożone, więc dodatkowy plus za świeże produkty!

PanMąż zjadł rosół i był zachwycony makaronem - pysznym i domowym. Jako danie główne zamówił schabowego z ziemniakami i zasmażaną kapustą. Kapusta była bardzo dobra - wiem, bo sama mu ją podjadałam ;) Schabowy, który jest przez niego bardzo rzadko jadany, również zyskał dobrą opinię, to samo ziemniaki.

Wiem, że chwalony był też mielony z mizerią i sałatka z kurczakiem.

Jednego jestem pewna - jedzenie było dobre, ale jego walory dodatkowo podbiło otoczenie... Cóż, jesteśmy tylko ludźmi, aż wzrokowcami ;)


Restauracja Villa Bohema, Villa Bohema, Kazimierz Dolny, ul. Małachowskiego 12

W Villi Bohema mieliśmy przyjemność spać. Dostaliśmy pokój na drugim piętrze z przecudownym widokiem na Kazimierz - na Kościół, Zamek i na Wzgórze Trzech Krzyży.


Z rzeczy, które jedliśmy w restauracji możemy bez wątpienia polecić kotlet schabowy z kością z puree z ziemniaków i kapustą zasmażaną. Nie wiem jak schab, bo głodnemu Mężowi go nie podbierałam, ale puree i kapusta naprawdę smaczne!


Ja w tym czasie raczyłam się sandacza z czarnym ryżem (barwiony tuszem kałamarnicy) i sałatką ze świeżych warzyw. Sałatka nie była w standardzie w tym zestawie, ale przemiła Pani Kelnerka zaproponowała właśnie taką wymianę. Sandacz był przepyszny (nie wiem, czy to zasługa tego, że ostatnio mam dużą ochotę na ryby ;)), za to ryżowi trochę brakowało - nie jestem w stanie powiedzieć czego, ale czegoś mi w nim było brak.
Całość jednak - jak najbardziej na plus :)




Mam nadzieję, że uda nam się za jakiś czas wrócić do Kazimierza.
Mam nadzieję, że ponownie zjemy dużo i dobrze. Jeśli nie w miejscach, które już poznaliśmy, to w nowych, które dopiero odkryjemy.
Wiem, że na pewno wtedy wezmę ze sobą aparat i relacja będzie pełniejsza.
Ale wrócimy na pewno! :)

środa, 17 września 2014

Palcem po mapie: Lublin i Nałęczów

Jakiś czas temu pytałam Was, czy bylibyście zainteresowani czytaniem moich/naszych subiektywnych opinii o miejscach, które odwiedzamy. Odpowiedź brzmiała tak, a ja zbierałam się i zbierałam do tematu od jakiegoś czasu.No i oto jest, oznaczony nowym tagiem: palcem po mapie.

W ostatnim czasie zrobiliśmy sobie tygodniowy urlop i odwiedziliśmy Lublin, Nałęczów (tylko przejazdem) i Kazimierz Dolny. Na Kazimierz, w którym jadaliśmy wybornie, poświęcony zostanie osobny post. Dziś: Lublin i Nałęczów.

Stół i Wół, Lublin, ul. Bramowa 2
https://www.facebook.com/stoliwol
Chodziliśmy po Starym Mieście i nie bardzo mogliśmy się zdecydować co zjeść (pierwszego dnia trafiliśmy do miejsca, które było kompletnym niewypałem, więc nie będę Was 'raczyła' opinią). Polecana była nam Czarcia Łapa, ale ze względu na pewne ograniczenia kubków smakowych PanaMęża w końcu się na nią nie zdecydowaliśmy. Poszliśmy właśnie do Stołu i Wołu, który mieści się niedaleko Bramy Krakowskiej, naprzeciwko informacji turystycznej. W menu hamburgery, sałatki i dania z grilla. Na pewno zaskoczyła nas pozycja "Deska serów" w sekcji "Desery", ale kto wie... ;)

Z menu szybciutko wyłowiliśmy foccacię z serem i masłem czosnkowym - była dobra, ale nijak się ma do mojej ulubionej, jedzonej w jednej z podwarszawskich restauracji (o której też Wam kiedyś opowiem). No i nie do końca czuliśmy w niej masło czosnkowe, a szkoda.
 
Oprócz tego PanMąż wybrał dla siebie burgera "Jack" - za bodajże 26 zł; z sosem Jack Daniels. Burger, ze względu na sos, lekko słodkawy, wypieczony w sam raz. Dodatkowo z domowymi frytkami i sałatką colesław, czyli tak, jak najczęściej bywają podawane burgery w chyba powoli przemijających burgerowniach. W każdym razie: PanMąż był zadowolony.
 
Ja zdecydowałam się na szaszłyk z kus-kusem i sałatką z pomidorami. Dostałam danie i... oniemiałam! Porcja była og-ro-mna! Mimo, że miałam nieodzowną pomoc przy zjadaniu mięcha - i tak nie opróżniłam deski, na której danie dostałam ;) Kus-kus pyszny, chociaż bardzo żałuję, że podany na zimno - dużo lepszy byłby ciepły. Szaszłyk z boczkiem, cebulą i papryką był bardzo dobry  - najlepsze jednak z niego były kawałki mięsa - im bardziej przypieczone (przypalone?) - tym lepsze :)
 
Wnętrze? Industrialne - mi się bardzo podobało!
W dodatku - serdeczne pozdrowienia dla Pana Kelnera, który był przemiły! :)

Karczma Nałęczowska, Nałęczów, ul. Poniatowskiego 4
http://karczmanaleczowska.org/ 

Z Lublina przenosiliśmy się na parę dni do Kazimierza. Jako, że nie spieszyło nam się i mieliśmy trochę czasu - zatrzymaliśmy się na posiłek w Nałęczowie. Pogoda była koszmarna i nawet czekolada w pijalni czekolady Wedla nie poprawiła nam nastroju.
Przypadkiem zaszliśmy do Karczmy Nałęczowskiej. Jak się okazuje - swojego czasu Magda Gessler przeprowadzała w tym miejscu swoje kuchenne rewolucje (odcinek możecie znaleźć TUTAJ).
 
Ja z przystawek zrezygnowałam, choć udało mi się spróbować barszczu czerwonego, na który połasił się PanMąż. Barszcz był z uszkami i był całkiem smaczny - choć nie umywa się do barszczu z ziemniakami, który robi moja Mama :)
 
PanMąż z menu wybrał szaszłyka z Nałęczowa do Lublina z ogórkami kiszonymi i opiekanymi ziemniakami. Określa go jako "ciekawy", czyli smakował mu ;) Jedna z rzeczy, która nas zaskoczyła - sposób podania - na dużym chlebie.
Ja zdecydowałam się na rague z dzika z grzybami, który było pyszne! Trochę bałam się dzika, bo jadłam go bodajże drugi raz w życiu, ale bez wahania zdecydowałabym się zjeść go i po raz drugi. Dobrałam do nich kluseczki kładzione, które były super. Jedna rzecz, która mnie zaskoczyła to przybranie, na które składał się... arbuz.
Do posiłków mogliśmy wybrać sobie coś z barku sałatkowego, który był raczej mizerny.

I coś, co kompletnie nam nie pasowało - kelner. Kompletnie nie był w stanie doradzić, ba, nie do końca wiedział z czego się składała część dań i sałatek.


To tyle na dziś...
Byliście w którymś z tych miejsc? Planujecie być?

piątek, 28 lutego 2014

Nowość w mojej kuchni - Kamień do pizzy od firmy Bakero

Dziś przyszła do mnie paczka, którą odpakowałam z wielką przyjemnością!
Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad kupieniem kamienia do pizzy o którym bardzo dużo dobrego słyszałam i czytałam w internecie. Po moim przepisie na pizzę z patelni odezwał się do mnie Pan Piotr z firmy Bakero i zaproponował taki kamień do testów. Z ogromną przyjemnością się zgodziłam i tuż po otrzymaniu paczki... zabrałam do testów! Powiem tajemniczo, że pierwszy test okazał się sukcesem i jeszcze dziś bądź jutro spodziewajcie się przepisu na ciasto drożdżowe pieczone na kamieniu!

Kamienie firmy Bakero znajdziecie tutaj: http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=2753216 

Zachęcam również do odwiedzenia facebookowego profilu kamieni do pizzy BAKERO oraz oczywiście do polubienia profilu Ewa Kuchennie :)
Kamień jest dość ciężki. Przyznam szczerze, że trochę mnie to przeraziło, gdyż mam piekarnik szufladowy (wysuwa się jak szufladę) i trochę się obawiałam czy blachy i mocowania wytrzymają - otóż wytrzymały :)

Kamienie do pieczenia mają tę właściwość, że raz rozgrzany bardzo długo oddaje ciepło oraz wchłania nadmiar wody. Pieczenie pizzy na takim kamieniu trwa około 6-8 minut, moje ciasto w piekarniku siedziało równe 8.

Użytkując kamień należy pamiętać, że:
1. Nie należy gwałtownie zmieniać jego temperatury - czyli włożenie go z lodówki do nagrzanego piekarnika nie jest dobrym pomysłem, nie będzie też najlepszym pomysłem mycie gorącego kamienia zimną wodą. Wahania temperatur mogą sprawić, że kamień pęknie. Drobne pęknięcia i odpryski nie zmieniają właściwości kamienia, ale mogą powodować dalsze pękanie.
2. Nagrzany kamień podnosić tylko w rękawicach ochronnych bądź zaopatrzyć się w łopatkę do pizzy/chleba i z jej pomocą zdejmować z kamienia potrawy.
3. Nie trzeba wyjmować kamienia z piekarnika, nawet, jeśli piecze się np. ciasto na blasze.
4. Kamienie granitowe są dość kruche, więc należy użytkować je ostrożnie. Są też dość ciężkie, więc spotkanie kamienia z naszą stopą lub podłogą nie będzie miłe. Bądźcie więc ostrożni!
5. Zaleca się, żeby kamień nagrzewać około 30-60 minut przed położeniem na niego potrawy. Im dłużej - tym lepszy efekt.
 I poniżej zapowiedź najbliższego wpisu - ciasto drożdżowe ze śliwkami pieczone na kamieniu firmy Bakero! :)
Kamienie firmy Bakero znajdziecie tutaj: http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=2753216 

Zachęcam również do odwiedzenia facebookowego profilu kamieni do pizzy BAKERO oraz oczywiście do polubienia profilu Ewa Kuchennie :)

czwartek, 6 lutego 2014

Targi kulinarne: Warszawski Smak edycja zimowa, 09/02

Jak już pisałam na swoim profilu na facebooku - w najbliższy weekend w klubie 1500 m2, ul. Solec 18/20, w godzinach 12:00 - 18:00 odbędzie się kolejna już (o poprzedniej donosiłam Wam tutaj) edycja targów kulinarnych Warszawski Smak.


LISTA WYSTAWCÓW (niepełna ):
MIA home passion
Deserownia
Pierogeria
Greencado - Olej Awokado, olej z awokado
Smak Obfitości
Z piekarnika
MEZZE
Pasieka pod Łosiem
Dobra Kiszka
Mank- sery Szamreto i wędliny swojskie
Czekoladowy sen
Drobiny Czasu
Pieczone Kasztany
Oliwki etc
 Fabryka Słodkości
BRASIL ON THE PLATE
Prodotti Tipici Siciliani
Jami
Lamala
Candlelove
KINKO
Hummusbar
FruitLife
Klukovka
Tutto-Bene
Smak Andów
La Koguta
Do Me a Flavour
6/12
Thermomix
Bookoff
sto900

Więcej informacji znajdziecie tutaj: Warszawski Smak na fb

niedziela, 6 października 2013

Targi kulinarne: Warszawski Smak, 13/10

Właśnie dostałam informację, że 13 października w Warszawie organizowana jest III edycja targów kulinarnych "warszawski Smak", która odbywać się będzie w klubie "1500 m2 do wynajęcia" ul. Solec 18/20 w godzinach 11:00-18:00.

Na targach zaprezentują się warszawskie restauracje, blogerzy kulinarni, producenci żywności oraz firmy produkujące akcesoria i gadżety do kuchni.

Więcej informacji o targach znajdziecie na stronie wydarzenia na facebooku:
https://www.facebook.com/events/386814671444455/390554334403822/

Na cwilę obecną na stronie wydarzenia jest informacja, ze wśród wystawców znajdą sie:
Dobra Kiszka/ Mała Gruzja/ Pyszności / Vege Burgery/ Groole / Klukovka / Zmysły Smaku/ Dziki Trop / Oliwki etc / Ekologiczne Owoce z Zamęcina / Eko AR / Made by Pytka / Luks Pomada / Ankoo / Fabryka Słodkości / Prestige Dystrybucja / Carmoba / Moniczka w Kucni / Waffiezz / Zająć w kuchni / Ciastosfera / Bazar turecki / Pasieka pod Łosiem/ SYS / Folwark Miłkowiec / Tomek Piecze / Thermomix / MOMU.gastrobar / AïOLI Cantine Bar Café Deli / Banja Luka / Lamala / YuKa / Jami / Kinko / Nie Zawsze Musi Być Chaos / Meat Me Sandwiches / Lemon Lovely / Z Piekarnika/ Prodotti Tipici Siciliani / design.emwu / Samovar


Ja się wybieram, a Wy? :) 


P.S. Właśnie doczytałam: organizatorzy chcą także pomóc głodnym psom i kotom ze Schroniska dla bezdomnych zwierząt w Józefowie koło Legionowa, więc jeśli się wybieracie i chcecie pomóc - przynieście na targi wszystkiego rodzaju artykuły spożywcze, najlepiej takie o długim terminie ważności: kasza, ryż, makaron, mięso, kości, sucha karma, puszki mięsne, konserwy, mleko, a organizatorzy to wszystko zawieziozą do schroniska. Wiem, że w schroniskach zawsze też przydadzą się stare koce, ręczniki, kołdry, pościel, więc jeśli macie coś takiego - na pewno się nie zmarnuje!

sobota, 28 września 2013

Żarcie na kółkach - kolejna odsłona!

Pamiętacie, jak Wam pisałam tu i tu o Zjeździe Food Trucków organizowanym w Warszawie? No to czas na kolejną odsłonę, a odsłona będzie miała miejsce już jutro!

Jeśli ktoś z Was zamierza się wybrać, to warto wiedzieć, że nastąpiła zmiana lokalizacji imprezy - tym razem odbędzie się ona na Bulwarze Flotylli Wiślanej - między Cudem nad Wisłą a Pomostem 511.
Wielkie żarcie zaczyna się o 12:00

Na facebookowej stronie wydarzenia można się dowiedzieć szczegółów, a poniżej lista trucków:
My się wybieramy, więc... do zobaczenia na miejscu! :)

niedziela, 25 sierpnia 2013

Relacja po: Żarcie na kółkach - Zjazd Food Trucków

W jednym z ostatnich postów pisałam Wam o organizowanym nad Wisłą Zjeździe Food Trucków "Żarcie na kółkach".

Byliśmy, widzieliśmy, zjedliśmy. I taka nas naszła myśl, że na trochę zbyt małej ilości miejsca zgromadzono za dużo trucków i za dużo ludzi. Na burgera czekaliśmy około 30 minut - mieliśmy nr 16. Podczas gdy my go odbieraliśmy ktoś w kasie płacił za numer 40. Może to dlatego, że byliśmy wcześnie tyle się naczekaliśmy?
Cheeseburger z Soul Food Burger - to na niego tak długo czekaliśmy. Był dobry, choć z Warszawskich burgerowni nadal najbardziej lubię Barn Burger!
I na koniec: zapiekanki z pieca nad Wisłą.